Jacek Giszczak

Tłumaczenie to czas. Nie ma takiej ilości czasu, której przekład by nam nie pochłonął. Im dłużej pracujemy nad tekstem, tym bardziej zawsze jest coś do poprawienia.

— Jacek Giszczak, tłumacz z języka francuskiego

Brawurowa, prowokacyjna powieść Moravagine Blaise’a Cendrarsa opublikowana została w roku 1926 przez wydawnictwo Grasset. W Polsce wydał ją pod tytułem Morawagin PIW w 1995 roku, a wznowiło w 2005 roku wydawnictwo Noir sur Blanc. Narrator powieści, świeżo upieczony psychiatra, poznaje w szwajcarskiej klinice Morawagina, ostatniego potomka króla Węgier. Zafascynowany postacią tego niebezpiecznego szaleńca, pomaga mu w ucieczce i tak rozpoczyna się ich niezwykła wędrówka przez świat, podczas której poznają rosyjskich terrorystów z czasów rewolucji 1905 roku i amerykańskich Indian. „Iskrząca się masa poetycka, dedykowana archipelagom bezsenności”, napisał o Morawaginie Henry Miller, przyjaciel Blaise’a Cendrarsa.

W nagraniu audio Jacek Giszczak opowiada historię powstawania przekładu w czasach przed dostępnością internetu, a także czyta fragment książki, przenosząc nas do wilgotnego labiryntu tropikalnych mokradeł (od 7’30”).

Fragment powieści Morawagin Blaise’a Cendrarsa…

ARRIVÉE EN RUSSIE

 

Fin septembre 1904.

 

Moscou est belle comme une sainte napolitaine. Un ciel céruléen reflète, mire, biseaute les mille et mille tours, clochers, campaniles qui se dressent, s’étirent, se bulbent comme des stalactites polychromes dans un bouillonnement, un vermicellement de lumière. Pavées en rondes bosses, les rues sont pleines du tintamarre des cent mille fiacres qui déferlent jour et nuit ; étroites, rectilignes ou cerclées, elles s’insinuent entre les façades rouges, bleues, safranées, ocrées des maisons pour s’élargir soudainement devant un dôme d’or que des bandes de corneilles criardes fouettent comme une toupie. Tout ronfle, tout crie, l’hirsute porteur d’eau, la grand Tartare marchand de vieux habits. Les boutiques, les chapelles dégorgent sur les trottoirs. Des petites vieilles vendent des pommes de Crimée lisses comme des noix de galle. Un gendarme barbu s’appuie sur un grand sabre. On marche partout sur des bogues de châtaignes et les cupules croustillantes des petits fruits noirs du frêne. Une poussière de crottin grésille dans l’air comme des paillettes rousses dans l’eau-de-vie. Sur les places et dans un grand grincement de roues, les tram tournent autour des pyramides d’“arbouses” reluisantes qui ne sont fruits des arbousiers, mais pastèques ou melons d’eau. Un âcre relent de poisson pourri se détache aigu sur un fond mielleux de cuir fauve. Deux jours après, il neige. Tout s’efface, tout s’éteint. Tout est assourdi. Les traîneaux passent sans bruit. Il neige. Il neige de la plume et les toits sont de fumée. Les maisons se calfeutrent. Les tours, les églises s’éclipsent. Les cloches sonnent sous terre, semblent de bois.

…w przekładzie Jacka Giszczaka

PRZYJAZD DO ROSJI

 

koniec września 1904

 

Moskwa jest piękna jak neapolitańska święta. Kryształ nieba odzwierciedla, odbija, szlifuje tysiące wież, dzwonnic, kampanili, które pną się, rosną, unoszą lub osiadając ciężko, rozjeżdżają się, bulwą jak wielobarwne stalaktyty pośród kipieli, w ukropie świateł. Brukowane kocimi łbami uliczki napełnia turkot niezliczonych dorożek rwących we wszystkie strony w dzień i w nocy; wąziutkie, proste czy krzywe, biegną pośród czerwonych, niebieskich, szafranowych, rudych fasad domów, by rozszerzyć się nagle przed złotą kopułą, którą stada krzykliwych wron nakręcają jak bąka. Wokół huk, wokół krzyk, potargany nosiwoda, wielki Tatar skupujący starzyznę. Ze sklepików, z kapliczek ludzie wylewają się na chodniki. Babuszki sprzedają krymskie jabłka gładkie jak galasówki. Brodaty żandarm wspiera się na szablisku. Pod nogami łupiny kasztanów, kruche czapeczki czarnych żołędzi jesionu. Pył końskiego łajna wiruje w powietrzu jak listki złota w gdańskiej wódce. Na placach z rozgłośnym szczękiem kół tramwaje krążą pośród piramid połyskujących melonów, które tutaj zwie się dyniami. Przykra woń gnijącej ryby odcina się ostro od mdłego zapachu niegarbowanej skóry. W dwa dni później spada śnieg. Wszystko zaciera się, gaśnie. Wszystko cichnie. Sanie suną bezszelestnie. Pada śnieg. Pada puszysty śnieg i dachy są zadymione. Domy zawierają podwoje. Wieże cerkwi szarzeją. Dzwony biją spod ziemi, jakby były z drewna.

O tłumaczu

Jacek Giszczak (ur. w 1956 r.) – poeta, pisarz, tłumacz literatury francuskiej.  Ukończył Liceum Sztuk Plastycznych w Lublinie, polonistykę KUL, studiował na Uniwersytecie Paris-Sorbonne (Paris IV), uzyskując Diplôme d’Études Approfondies z literatury współczesnej. Przełożył blisko sześćdziesiąt książek autorów francuskich i frankofońskich (z Afryki i Antyli). Jest laureatem Międzynarodowej Nagrody imienia Ryszarda Kapuścińskiego za przekład książki Jeana Hatzfelda Strategia antylop (2010), Kawalerem Orderu Sztuki i Literatury, przyznanego przez  Ministra Kultury i Środków Przekazu Republiki Francuskiej (2015), laureatem Nagrody „Literatury na Świecie” (2016) za przekład książki Alaina Mabanckou Zwierzenia jeżozwierza i Nagrody Artystycznej Miasta Lublin za rok 2016. Otrzymał też główna nagrodę w konkursie na debiut prozatorski, ogłoszony z okazji 50-lecia Czytelnika, za powieść Szosa warszawska (1995).