Jakub Jedliński

Od jakiegoś czasu dziecko staje się swego rodzaju Imperatorem, jak nazywa je Badinter: wiele osób czuje się zobowiązanych poświęcić wszystko dla jego dobra, a zapomina o pozostawieniu miejsca również dla siebie, co koniec końców zapewne nie służy ani rodzicielstwu, ani dziecku.

— Jakub Jedliński, tłumacz z języka francuskiego

Książka Elisabeth Badinter, Konflikt: kobieta i matka (Le Conflit. La femme et la mère)¸ wydana w Polsce w 2013 roku przez Wydawnictwo Naukowe PWN, jest pełnym emocji i żaru esejem w obronie wywalczonych przez feministki praw i wolności. Francuska filozofka potoczystym, „mówionym” językiem występuje przeciwko „ajatollahom macierzyństwa”, których oskarża o narzucenie wygórowanych „standardów” opieki nad dzieckiem i próbę zepchnięcia kobiet na zajmowane wcześniej pozycje. Obnażając mechanizmy odbierania kobietom wolności, Badinter nie stroni od sarkazmu, ironii i złośliwości. Jej tekst cechuje rytm i melodia wiecowej przemowy. To ostrzeżenie i krzyk w obronie tożsamości kobiet jako ludzi, którą społeczeństwo chce poświęcić na rzecz tożsamości matki. Emocjonalny, a jednocześnie precyzyjny esej Badinter, jest sporym wyzwaniem dla tłumacza, do którego najważniejszych zadań należało zachowanie melodii i rytmu wypowiedzi, oddanie wzywającego do rebelii języka autorki.

W nagraniu audio tłumacz przedstawia autorkę i najważniejsze idee jej książki.

Fragment książki Konflikt: kobieta i matka Elisabeth Badinter…

          À la fin des années soixante-dix, dotées des moyens de maîtriser leur reproduction, les femmes aspirent à la conquête de leurs droits essentiels, la liberté et l’égalité (avec les hommes), qu’elles pensent pouvoir concilier avec la maternité. Cette dernière n’est plus l’alpha et l’oméga de la vie féminine. Une diversité de modes de vie s’ouvre à elles, inconnue de leurs mères. Elles peuvent donner la priorité à leurs ambitions personnelles, jouir de leur célibat et d’une vie de couple sans enfant ou bien satisfaire leur désir de maternité, avec ou sans activité professionnelle. Au demeurant cette nouvelle liberté s’est révélée source d’une forme de contradiction. D’une part, elle a sensiblement modifié le statut de la maternité en impliquant des devoirs accrus à l’égard de l’enfant que l’on choisit de faire naître. De l’autre, mettant fin aux anciennes notions de destin et de nécessité naturelle, elle place au premier plan la notion d’épanouissement personnel. Un enfant, deux ou plus, s’ils enrichissent notre vie affective et correspondent à notre choix de vie. Sinon, on préfère s’abstenir. L’individualisme et l’hédonisme propres à notre culture sont devenus les premiers motifs de notre reproduction, mais parfois aussi de son refus. Pour une majorité de femmes, la conciliation des devoirs maternels qui ne cessent de s’alourdir et de leur épanouissement personnel reste problématique. (…)

          Jusqu’à hier les univers masculins et féminins étaient strictement différenciés. La complémentarité des rôles et des fonctions nourrissait le sentiment d’identité spécifique à chaque sexe. Dès lors qu’hommes et femmes peuvent assumer les mêmes fonctions et jouer les mêmes rôles – dans les sphères publiques et privées –, que reste-t-il de leurs différences essentielles? Si la maternité est l’apanage de la femme, est-il concevable de s’en tenir à une définition négative de l’homme : celui qui ne porte pas d’enfant?

          De quoi provoquer un profond vertige existentiel chez celui-ci… (…). La mère est-elle celle qui donne l’ovocyte, celle qui porte l’enfant ou celle qui l’élève? Et dans ce dernier cas, que reste-t-il des différences essentielles entre paternité et maternité?

          Devant tant de bouleversements et d’incertitudes, la tentation est forte de s’en remettre à notre bonne vieille mère Nature et de fustiger les ambitions aberrantes de la génération précédente. Tentation renforcée par l’émergence d’un discours auréolé du voile de la modernité et de la morale qui a pour nom le naturalisme. (…) À se demander si l’invocation toujours renaissante de l’instinct maternel, et des comportements qu’il suppose, n’est pas le pire ennemi de la maternité!

…w przekładzie Jakuba Jedlińskiego

 

          Kobiety pod koniec lat siedemdziesiątych, zyskawszy środki umożliwiające im planowanie reprodukcji, zaczęły walczyć o zapewnienie sobie podstawowych praw: wolności i równości (z mężczyznami), w przekonaniu, że są w stanie pogodzić te wartości z macierzyństwem, które przestało być najważniejszym celem ich życia. Stanęła przed nimi otworem różnorodność stylów życia nieznana ich matkom. Mogły dać pierwszeństwo ambicjom osobistym, cieszyć się bezżeństwem lub życiem we dwoje bez dziecka, albo też spełnić pragnienie macierzyństwa, łącząc je ‒ lub nie ‒ z aktywnością zawodową. Owa nowa wolność okazała się jednak źródłem pewnej sprzeczności. Z jednej strony, wyraźnie zmieniła status macierzyństwa poprzez wpisanie w nie nieodzownych obowiązków wobec dziecka, które kobieta zdecydowała się urodzić. Z drugiej zaś, położyła kres dawnym pojęciom przeznaczenia i determinizmu naturalnego, wysuwając na pierwszy plan rozwój osobisty. Mogłyśmy zdecydować się na jedno, dwoje lub więcej dzieci, jeśli tylko uznałyśmy, że wzbogacą nasze życie uczuciowe i odpowiadają wybranemu przez nas stylowi życia. Jeśli nie, lepiej było się powstrzymać. Indywidualizm i hedonizm, właściwe naszej kulturze, stały się podstawową motywacją reprodukcji, a czasem również rezygnacji z niej. Dla większości kobiet możliwość pogodzenia coraz bardziej wymagających obowiązków macierzyńskich i rozwoju osobistego pozostawała jednak wątpliwa. (…)

          Do niedawna światy mężczyzn i kobiet były całkowicie różne. Uzupełnianie się ról i funkcji podsycało właściwe dla każdej płci poczucie tożsamości. Cóż pozostało z tych podstawowych różnic, od kiedy mężczyźni i kobiety mogą wykonywać te same zadania i odgrywać te same role w sferze publicznej i prywatnej? Skoro macierzyństwo jest właściwe tylko kobiecie, czy wynika z tego, że mężczyznę należy definiować za pomocą negacji, a więc jako tego, który nie zachodzi w ciążę?

          To wystarczyło, aby przyprawić mężczyzn o egzystencjalny zawrót głowy… (…) Czy matką jest ta kobieta, która dostarcza oocytu, kobieta, która nosi płód, czy może ta, która wychowuje dziecko? A w tym ostatnim przypadku, jaka jest podstawowa różnica między ojcostwem a macierzyństwem?

          Wobec tylu trudności i wahań pojawia się silna pokusa odwołania się do starej matki Natury i napiętnowania lekkomyślnych ambicji wcześniejszego pokolenia. Pokusa wzmacniana dodatkowo przez pojawienie się otoczonego aureolą nowoczesności i etyki dyskursu, który zwie się naturalizmem. (…) Można się zastanawiać, czy nieustanne odwoływanie się do instynktu macierzyńskiego i związanych z nim zachowań nie jest największym wrogiem macierzyństwa!

O tłumaczu

Jakub Jedliński (ur. w 1977 r.) – tłumacz literacki z języków francuskiego i angielskiego,  przełożył ponad czterdzieści tytułów. Od 2018 roku współprowadzi kursy Okiem redaktora, okiem tłumacza oraz Kuchnia przekładu, czyli jak upichcić dobrą książkę. Kurs tłumaczenia literackiego w Polskim Towarzystwie Wydawców Książek. Członek zarządu Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury i kapituły nagrody Lew Hieronima.  Finalista Nagrody im. Ryszarda Kapuścińskiego (przekład książki Petera Hesslera Przez drogi i bezdroża. Podróż po nowych Chinach, Czarne 2013). Poza literaturą współczesną tłumaczy również francuskie teksty historyczne, ma na swoim koncie siedemnastowieczne listy, pamiętnik z XVIII wieku i niepublikowaną wcześniej książkę z przełomu XIX i XX wieku.