Małgorzata Buchalik

Dzikie polowanie króla Stacha autorstwa białoruskiego pisarza Uładzimira Karatkiewicza, wydane na Białorusi w 1958 roku, to historyczna powieść grrrozy. Koniec XIX wieku, podczas burzy zbłąkany na trzęsawiskach etnograf dociera do zapuszczonego pałacu, gdzie dziedziczka, młodziutka sierota, mieszka samotnie pośród portretów przodków-degeneratów, widm, upiorów, ponurych legend i biedy, wyczekując śmierci. Okolicę terroryzuje „dzikie polowanie”: praszczur panienki w XVII wieku podstępnie zamordował na bagnach chłopskiego króla Stacha, ten zaś poprzysiągł zemstę do dwudziestego pokolenia i teraz z orszakiem widmowych jeźdźców, galopujących bezgłośnie po mokradle i wrzosowiskach, zwiastuje zagładę ostatniej z przeklętego rodu.

         Książka nie ukazała się jeszcze w Polsce, niespiesznie rozgląda się za wydawcą.

W nagraniu wideo tłumaczka czyta mrożący krew w żyłach fragment książki we własnym przekładzie oraz prezentuje stworzony przez siebie jedyny w swoim rodzaju przenośny pomnik chłopa białoruskiego.

W nagraniu audio Małgorzata Buchalik wyjaśnia, dlaczego Dzikie polowanie króla Stacha zachwyci i wzburzy Polaków, a także radzi, jak niezawodnie przedostać się przez posterunek białoruskiej straży granicznej.

Fragment Dzikiego polowania króla Stacha Uładzimira Karatkiewicza…

Гэта была вiзантыйская Беларусь!

          Гэта быў край паляўнiчых i намадаў, чорных смалакураў, цiхага, такога прыемнага здалек, звону забытых цэрквачак над дрыгвой, край лiрнiкаў i цемры.

          У той час якраз падыходзiў да канца доўгi i балючы працэс вымiрання нашай шляхты. Гэта смерць, гэта гнаенне зажыва цягнулася доўга, амаль два стагоддзi.

          I калi ў васемнаццатым шляхта памiрала бурлiва, з дуэлямi, памiрала на саломе, прамантачыўшы мiльены, калi ў пачатку дзевятнаццатага памiранне яе яшчэ было авеяна цiхiм сумам забытых палацаў у бярозавых гаях, то ў мае часы гэта было ўжо не паэтычна i зусiм не сумна, а брыдка, часам нават жахлiва ў аголенасцi сваей.

          Гэта было памiранне байбакоў, якiя занурылiся ў свае норы, памiранне жабракоў, продкi якiх былi адмечаны ў Гарадзельскiм прывiлеi, а самi яны, хоць i жылi ў багатых напаўразбураных палацах, насiлi ледзь не кажухi, хоць гонар iх быў нязмерны.

          Гэта было адзiчанне без прасвятлення: брыдкiя, часам крывавыя ўчынкi, прычыну якiх можна было шукаць толькi на дне iх, блiзка або занадта далека адзiн ад аднаго пасаджаных вачэй, вачэй вылюдкаў, дэгенератаў.

          Палiлi печкi, выкладзеныя галандскай кафляй, пашчапанымi ўломкамi бясцэннай  беларускай мэблi семнаццатага стагоддзя, сядзелi, як павукi, у сваiх халодных пакоях, гледзячы ў бязмежную навакольную цемру праз акно, па шыбах якога сцякалi наўскос флатылii кропель.

          Такi быў той час, калi я ехаў на экспедыцыю ў глухi Н-скi павет губернi.

…w przekładzie Małgorzaty Buchalik

 

Bizantyjska Białoruś!

          Kraina myśliwych i nomadów, czarnych smolarzy, cichego i tak miłego, lecącego z oddali głosu dzwonów zapomnianych cerkiewek nad trzęsawiskami, kraina lirników i mroku.

          Akurat zbliżała się wówczas ku końcowi przewlekła i bolesna epoka wymierania naszej szlachty. Ta śmierć, to gnicie za życia ciągnęły się długo, niemal dwa stulecia.

          O ile w osiemnastym wieku szlachta umierała z gestem, w pojedynkach albo na garści słomy po tym, jak przehulała miliony, o ile na początku wieku dziewiętnastego jej śmierć wciąż jeszcze otulał cichy smutek zapomnianych siedzib w brzozowych zagajnikach, o tyle za moich czasów nie było w niej już poezji ani nostalgii – a tylko brzydka, niekiedy ohydna wręcz nagość.

          Była to śmierć bobaków, zakopujących się w norach, śmierć żebraków, którzy – pochodząc od przodków wymienionych w przywileju horodelskim – mieszkali wprawdzie w pięknych, na wpół zrujnowanych pałacach, ale nosili niemal chłopskie kożuchy, a duma aż ich dławiła.

          Było to głębokie zdziczenie: wstrętne, czasami krwawe występki, powodu których szukać należało na dnie zbyt blisko lub zbyt daleko od siebie osadzonych oczu, dzikich oczu odludków, oczu degeneratów.

          Palili w piecach okładanych holenderskimi kaflami porąbane na szczapy bezcenne białoruskie meble z siedemnastego wieku; siedzieli jak pająki w swoich zimnych pokojach, wpatrując się przez okno w gęstą ciemność nocy, a po szybach ściekały na skos flotylle kropel.

          Takie to były czasy, kiedy przedsięwziąłem wyprawę do zapadłego powiatu n-skiego guberni.

O tłumaczce

Małgorzata Buchalik z Kazimierza nad Wisłą (ur. 1972) – tłumaczka rosyjskiej i białoruskiej literatury pięknej: około trzydziestu powieści i kilkuset dramatów, opowiadań i esejów, dwukrotna laureatka Nagrody Literatury na Świecie. Autorka awangardowej translatorskiej Teorii Jedenastej Strony, w myśl której ponieważ najtrudniejsze jest pierwszych dziesięć stron książki, gdzie trzeba zdecydować się na styl i dominantę, należy spokojnie tłumaczyć od strony jedenastej, a na końcu – kiedy już wszystko wiemy – dopisać początek. Kryzys wieku średniego spędza na klifach i torfowiskach zachodniego wybrzeża Irlandii. Ma chomika Łolerana.