Radosława Janowska-Lascar

Lucian Dan Teodorovici stara się odbudowywać pamięć o czasach rumuńskiego stalinizmu i pokazuje, że musimy walczyć o jej przywrócenie.

— Radosława Janowska-Lascar, tłumaczka z języka rumuńskiego

W książce Matei Brunul autorstwa Luciana Dana Teodoroviciego (wydanej w Rumunii w 2011, a w Polsce w 2014 roku przez wydawnictwo Amaltea) włosko-rumuński marionetkarz Bruno Matei i jego lalka stają się ofiarami stalinizmu w Rumunii w jego najgorszym okresie. Bruno zostaje wplątany w sfingowany proces i po wyroku wtrącony do kolonii karnej, a potem do kolejnych więzień. W wyniku wypadku traci pamięć, a po wyjściu ze szpitala i więzienia otrzymuje nową tożsamość, stając się Mateiem Brunulem. Funkcjonariusze rumuńskiej służby bezpieczeństwa starają się zrobić z niego „nowego człowieka”. Matei podejmuje nieudaną próbę ucieczki z komunistycznej Rumunii.

Polacy mają pewien obraz czasów dyktatora Ceaușescu, lecz niewiele wiedzą na temat jeszcze potworniejszych lat stalinizmu w Rumunii, tymczasem powstałe wówczas zniszczenia moralne są odczuwalne w społeczeństwie rumuńskim do tej pory.

W nagraniu audio tłumaczka opowiada o fenomenie powieści Luciana Dana Teodoroviciego i osadza ją w kontekście rumuńskiej historii najnowszej.

Fragmenty książki Matei Brunul Luciana Dana Teodoroviciego…

          Clădirile apăreau strălucitoare de aici, de pe Podul Trancu. Înspre grupul de blocuri noi, pînă și zapada asta sleită, de la jumătatea lui martie, se vedea continua și albă, acoperind noroiul, străzile, aleile. Acoperind un oraș ale cărui construcții erau atît de diferite, măcar în zona asta, de acea clădire gri în care adunase amintiri vreme de cîteva luni, aproape un an, și pe care-o descoperise în tabloul ei exterior, uimit, abia la ieșire. În fata imaginii din afară a acelei clădiri, Brunul rămăsese atunci crucit, cu Vasilache atîrnîndu-i inert pe brațul drept, timp îndelungat.

          Vasilache se clătina acum ușor sub bolta podului.

          Acum, ca și atunci – înțepenit de priveliște, cu gîndurile aiurea, fără a aduna o frază, o idee. Și-apoi, o mînă pe umăr. Se întoarse, iar Vasilache prinse a se mișca haotic sub pod, urcă apoi cîțiva centimetri, mai mulți, poate chiar jumătate de metru. Milițianul se apleca peste balustradă, privi către marioneta tremurîndă, apoi din nou către Brun:

          – Te-am întrebat ce faci aici.

          Știa că trebuie să-i răspundă. Nu frigul, frica îl făcea să tremure acum. Știa că trebuie să-i spună ceva, altfel amuțirea asta prelungită avea să-l enerveze pe celălalt. Dar gîndurile din momentul ăsta, toate, refuzau să se transforme-n cuvinte.

          Se întoarse spre balustradă și arăta, ca un fel de explicație, spre Vasilache. Tăcere, milițianul privi și el în josul podului, apoi din nou către Brun. Care, după alte cîteva clipe ștînjenitoare, deschise gura. În sfîrșit. O deschise însă pentru a spune ceva ce n-ar fi trebuit să spună.

          – Am ieșit cu el la plimbare.

          – La plimbare, pufni milițianul. Ești nebun sau…? Cu păpușa la plimbare?!

          – E duminică, adăugă imediat Brunul, ca și cum asta ar fi explicat totul.

…w przekładzie Radosławy Janowskiej-Lascar

          Budynki widoczne stąd, z mostu Trancu, błyszczały. Gdy patrzyło się w kierunku nowych bloków, to miało się wrażenie, że nawet zamarznięte grudy marcowego śniegu, przykrywające błoto na ulicach i alejach, zachowały pierwotną biel i puszystość. Wydawało się nawet, że śnieg opatulał miasto, którego budowle – przynajmniej tutaj – bardzo różniły się od tamtego szarego gmaszyska – budynku, gdzie przez kilka miesięcy – prawie przez rok, Brunul zbierał swoje wspomnienia. Wygląd tamtej budowli odkrył zdumiony dopiero po wyjściu na zewnątrz. Stanął wtedy oniemiały, a Bazylek długo zwisał mu bezwładnie z prawego ramienia.

          Teraz jednak Bazylek kołysał się lekko pod sklepieniem mostu.

          Teraz, tak samo jak wtedy odrętwiały widokiem, Brunul stał z rozbieganymi myślami, nie mogąc zebrać ich w jakąkolwiek frazę, jakąkolwiek ideę. A potem czyjaś ręka na jego ramieniu. Odwrócił się. Bazylek zaczął poruszać się chaotycznie pod mostem, a następnie podniósł się kilkadziesiąt centymetrów, może nawet jakieś pół metra. Milicjant przechylił się przez balustradę, popatrzył na trzęsącą się marionetkę, a następnie znów na Brunula.

          – Pytałem, co tu robisz.

          Wiedział, że musi odpowiedzieć. Drżał nie z zimna, lecz ze strachu. Wiedział, że musi się odezwać, bo przydługie milczenie zdenerwuje milicjanta. Żadna myśl nie chciała jednak w tym momencie zamienić się w słowa.

          Odwrócił się do balustrady i pokazał na Bazylka, jakby coś wyjaśniając. Cisza. Milicjant również popatrzył w dół, a potem znów na Brunula. Ten zaś, po kilku następnych krępujących chwilach ciszy, otworzył w końcu usta. Otworzył je, ale powiedział coś, czego nie powinien był mówić.

          – Wyszedłem z nim na spacer.

          – Na spacer – prychnął milicjant. – Jesteś nienormalny czy jak…? Z lalką na spacer?!

          – Dziś jest niedziela – dodał natychmiast Brunul, jakby to wszystko wyjaśniało

O tłumaczce

Radosława Janowska-Lascar – absolwentka Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie (muzykologia i filologia rumuńska), dr n. hum. Uniwersytetu Aleksandra Jana Cuzy w Jassach (Rumunia), wykładowczyni akademicka w latach 1995-2001 (Uniwersytet Aleksandra Jana Cuzy w Jassach, lektorat jęz. polskiego, Katedra Slawistyki) i 2006-2012 (Uniwersytet Wrocławski, lektorat jęz. rumuńskiego, Instytut Filologii Romańskiej), tłumaczka literatury polskiej na język rumuński (Z. Herbert, S. Mrożek, H. Krall, P. Huelle, Cz. Miłosz) i literatury rumuńskiej na język polski (do chwili obecnej osiem pozycji); od 2019 członkini Stowarzyszenia Tłumaczy Literatury.